DRUKUJ
Dziecię dorasta- pesymistycznie... - 05.11.2010
Jak już kiedyś pisałam Dominika kocha taniec. Od małego ciągle tańczy :) Chodzi na zajęcia do Olimpijskiej Szkoły Tańca i Dobrych Manier Szczepan i jest bardzo, bardzo szczęśliwa. Nie ma takiej opcji aby te zajęcia opuścić. Mówi, że jak dorośnie będzie tancerką i będzie uczyć dzieci tańczyć :) Ot takie dziecięce marzenia. Dzisiaj przybiegła z zajęć bardzo podekscytowana i od progu woła "mamo, mamo zgódź się, zgódź". Widząc jej entuzjazm pytam na cóż to mam się zgodzić... no i się zaczęło... Szkoła organizuje w czasie ferii tygodniowy pobyt we Władysławowie i ona musi, MUUUSSSIII tam pojechać, bo będą tańczyć i będą same dzieci bez rodziców! Będzie super i ona bardzo, bardzo też chce jechać... No i mam pierwszy problem dorastającego dziecka... Na razie "zbyłam" ją mówiąc, że jeszcze dużo czasu i nie mam żadnych konkretów, nie wiemy ile to kosztuje itp. ale wiem, że rozmowa przed nami... i wiem, że nie będzie łatwo.. bo co mam powiedzieć? że nie może jechać bo jest chora? bo inhalacje, drenaże, leki? Na samą myśl o tej rozmowie boli mnie brzuch i potwornie mi smutno... A może lepiej powiem, że nie mamy pieniążków na ten wyjazd? Ale czy już zawsze, będe musiała odmawiać "z powodu braku pieniędzy" aby mniej bolało niż "z powodu choroby"... Myślałam, że problem samodzielnych wyjazdów czeka nas dopiero za kilka lat... a tu niespodzianka...
05.11.2010. 17:41
Komentarz
A może Pani pomogła by jej się wyinhalowac i wyklepac? Może porozmawiasz. Pamiętam też, za moich czasów, zazwyczaj z grupą jechał rodzic ... Te dylematy jeszcze przede mną ...

Dodaj komentarz
Wypełnij formularz, pola z gwiazdką muszą zostać wypełnione!